Błogosławiony Satur obwieścił o swoim widzeniu, które też własnoręcznie opisał:
Zmarliśmy — powiada — i opuściliśmy swoje ciała. Wtedy to czterej aniołowie, nie dotykając nas rękoma, zaczęli nas nieść na wschód. Lecieliśmy jednak nie leżąc na wznak zwróceni ku górze, ale wznosiliśmy się jakby po jakimś łagodnym stoku. Kiedy zaś wydostaliśmy się już poza pierwszy krąg światła, ujrzeliśmy niezmierną światłość. Powiedziałem wówczas do Perpetuy, która znajdowała się obok mnie: „Oto jest to, co Pan nam obiecywał. Otrzymaliśmy to, co obiecał”. Ale owi czterej aniołowie nieśli nas dalej, aż otworzyła się przed nami ogromna przestrzeń; był to jakby ogród, w którym rosły krzewy różane i wszelakiego rodzaju kwiaty. Krzewy były wysokie jak cyprysy i nieustannie spadały z nich płatki. W ogrodzie znajdowali się inni czterej aniołowie, bardziej jaśniejący od innych. Skoro tylko ujrzeli nas, oddali nam cześć i zawołali w zachwycie do pozostałych aniołów: „Oto są! Oto są!” A zadrżeli czterej aniołowie, którzy nas nieśli i złożyli nas. Dalej już sami poszliśmy rozległą aleją w stronę otwartej przestrzeni.